739,379 unikalne wizyty
Książka uKraina zbrodni autorstwa Lecha Kempczyńskiego


Prolog do książki prof.zw.dr hab. Czesława Partacza

Książka uKraina zbrodni autorstwa Lecha Kempczyńskiego[1], wie­loletniego pasjonata najnowszej historii Polski, w trzynastu sensownie i logicznie powiązanych rozdziałach omawia stosunki polsko-ukraińskie z lat 1918-1947. Wśród ciągle jeszcze nielicznych opracowań dotyczą­cych tej tematyki. Autor podejmuje próbę jej całościowego wyjaśnienia. Nie pomija tak bolesnych kwestii, jak ludobójstwo wołyńsko-małopol-skie. Przypomina także sporadycznie omawiane w Polsce straty mate­rialne i intelektualne, jakie poniósł nasz kraj na rzecz Ukrainy sowiec­kiej po 17 września 1939 roku.

W książce tej Autor prezentuje nieporuszane zbyt często w lite­raturze polskiej i obcej zagadnienia istotnej roli Ukrainy i Ukraińców w budowaniu i umacnianiu Związku Sowieckiego, udziału Ukraińców w Holokauście i tłumieniu Powstania Warszawskiego, co zapewne wy­woła falę oburzenia historyków piszących według wypracowanych przez lewaków kanonów „poprawności politycznej". Autor omawia także nieznaną szerszemu czytelnikowi genezę i rozwój ukraińskie­go nazizmu. Tak, nazizmu, a nie faszyzmu! Autor podsumowuje stan relacji polsko-ukraińskich oraz negatywną rolę w ich kształtowaniu odegraną przez paryską „Kulturę" i Jerzego Giedroycia z jednej strony, a celowo zakłamujących historię badaczy i polityków z Ukrainy - apo­logetów ukraińskiego integralnego naqonalizmu (nazizmu) -z drugiej. Taka kompozycja opracowania pomoże czytelnikowi zrozumieć trudną i celowo pogmatwaną ze względów politycznych tematykę, skłaniając go jednocześnie do refleksji na ten temat, który jest ciągle w Polsce mar­ginalizowany. Jest sprawą zastanawiającą, że w Polsce, gdzie istnieje tyle wydziałów i instytutów historycznych na uniwersytetach i aka­demiach, historią najnowszą muszą zajmować się za własne pieniądze pasjonaci i amatorzy. Państwo pod wpływem nacisków politycznych z wielu stron i ambasad państw, nie tylko ościennych, nie wypracowało polityki historycznej niezbędnej do prawidłowego i perspektywicznego rozwoju. Politykę historyczną zgodną z interesem i mentalnością im­perialną wypracowała natomiast Rosja, Niemcy, a nawet postsowiec-ko-nacjonalistyczna Ukraina. Sytuacja przypomina lata II wojny świa­towej, kiedy to mimo masowych i okrutnych mordów ukraińskich na Polakach zamieszkałych na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej Ko­menda Główna AK nie udzieliła żadnej pomocy zbrojnej ginącej ludno­ści. Interweniujący w KG AK w Warszawie dowódca Obszaru III-Lwów, gen. brygady Kazimierz Sawicki „Prut", po złożeniu relacji we Lwowie usłyszał od prof. Franciszka Bujaka: „Warszawa nas nie rozumie. Nie mają tam dla nas serca. Wiedziałem, że coś złego się święci odnośnie spraw Małopolski Wschodniej"2. Jak widzimy, stanowisko Warszawy jest niezmienne wobec spraw kresowych od co najmniej siedemdzie­sięciu czterech lat, i to niezależnie od faktu, która z partii jest u władzy. Czy jest to swoiste fatum, czy pospolite polskie niezgulstwo.

Książka ta jest opracowaniem historycznym o charakterze po­pularnonaukowym. Jej głównym celem jest upowszechnianie wiedzy wydobytej z licznych źródeł naukowych oraz popularnonaukowych, wydanych w języku polskim, ukraińskim i innych. Autor posiłkuje się w udowadnianiu stawianych tez 900 pozycjami literatury przedmiotu. Znajdują się wśród nich zarówno publikacje, artykuły oraz dokumenty archiwalne, jak i prasa lwowska, wielkopolska i inna z lat międzywo­jennych. Autor wykorzystuje również relacje i wspomnienia uczestni­ków wydarzeń, przybliżając w ten sposób dzieje i ludzi tamtego czasu i obszaru.

Książką o tematyce kresowej, opisującą tragiczne relacje polsko-ukraińskie, powinni być szczególnie zainteresowani żyjący jeszcze przedstawiciele środowisk kresowych oraz członkowie ich rodzin, tym bardziej że Autor obnaża wiele celowo nawarstwionych przez dziesię­ciolecia fałszywych mitów na temat ukraińskiego integralnego nacjona­lizmu. Ale opracowanie to nie jest adresowane wyłącznie do kresowian i ich potomków, lecz także do wszystkich tych, którzy kochają dzieje ojczyste i chcą poznać o nich prawdę, choć coraz trudniej o nie w dzi­siejszym zakłamanym świecie.

Szczególnie cenną wartością książki jest jej cel: spopularyzowa­nie dziejów Kresów Południowo-Wschodnich II RP, przez lata celowo pomijanych po to, by naród zapomniał o wielkości Rzeczypospolitej, a władza nie narażała się imperialnemu Związkowi Sowieckiemu. Jest on obcy zawodowym historykom, często konformistom, którzy dysku­tują ze sobą w wąskich gronach. Rezultaty tych dyskusji nie zawsze tra­fiały do szerokiego grona zainteresowanych.

Bardzo duży zakres omawianych zagadnień wymagał naturalnie w przypadku niektórych wątków ich uproszczenia, ale bez uszczerbku dla istoty przekazu.

Prof. zw. dr hab. Czesław Partacz

1S. Kempczyński jest absolwentem warszawskiej SGGW, doktorem nauk rol­niczych.

2 Relacja generała Sawickiego, Studium Polski Podziemnej, Londyn, sygn. 4705/1, s. XV.


Wstęp

Wyparcie to długotrwały proces wymagający ciągłego nakładu energii, polegający na usunięciu ze świadomości myśli, uczuć i wspo­mnień. Mechanizm wypierania wynika zazwyczaj z braku umiejętno­ści zmierzenia się z prawdą. Jedynym możliwym sposobem na rozwią­zanie powstałego problemu jest otwarte mówienie o nim, a nie jego unikanie.

W przypadku Ukrainy wyparcie do perfekcji doprowadzili „wypieracze" ukraińscy i ich polscy sympatycy, działający w imię opacz­nie pojmowanego interesu polskiego. Zapomnieli, że Ukraińcy jako pierwsi zbrojnie zaatakowali Polskę, zanim jeszcze formalnie powsta­ła, i jako ostatni, z przyczyn ideologicznych i politycznych, mordowa­li jej obywateli długo jeszcze po zakończeniu wojny. Ukraińcy zaś wy­trwale usiłują zamazać i wymazać z europejskiej zbiorowej pamięci historycznej swoje zbrodnicze działania w latach 1918-1947 przeciw­ko polskim obywatelom, mieszkańcom polskich Kresów Południowo-Wschodnich.

Ukraińcy nacjonaliści i chłopska czerń na tych terenach mordowa­li, gwałcili i ograbiali Polaków, Żydów, Czechów, Rosjan, Niemców, Ormian i Ukraińców nieakceptujących tych zbrodni. Ukraińcy mordo­wali jako terroryści z UWO i OUN, jako bojówkarze UPA oraz jako kolaboranci z 14 Dywizji Grenadierów Waffen SS (1 ukraińska), potocz­nie nazywanej 14 Dywizją Waffen-SS „Galizien", wachmani i poliq'anci z Ukrainische Hilfspolizei w służbie III Rzeszy, a także jako funkcjonariu­sze Czeka i NKWD w służbie Związku Sowieckiego. Służyli wreszcie stalinowskim i hitlerowskim oprawcom w sowieckich łagrach i nie­mieckich obozach koncentracyjnych i zagłady.

Korzystając z milczącej zgody większości polityków polskich i obojętności społeczeństwa polskiego, Ukraińcy konsekwentnie igno­rują te i inne fakty, bo nie pasują do przyjętych przez nich tez.

Mimo podejmowania przez nich różnych zabiegów ciąg ukraiń­skich zbrodni, trwający na polskich Kresach Południowo-Wschodnich prawie 30 lat, sprawia, że były to najdłuższe, zorganizowane i ideolo­gicznie umocowane, zbrodnicze działania jednego narodu skierowane przeciwko innym narodowościom w Europie w XX wieku.

Niniejsza książka, koncentrując się głównie na losach obywateli II RP w latach 1918-1947, stanowi próbę określenia stopnia odpowie­dzialności Ukraińców wobec innych narodowości zamieszkujących od setek lat obszary etnicznie zachodniosłowiańskie, arbitralnie uznawane przez nich za ich wyłączną własność.

Jej celem jest również przypomnienie, że Wołyń i Małopolska Wschodnia stanowiły tylko apogeum długiego ciągu zbrodniczej dzia­łalności Ukraińców nie tylko tych z UPA, lecz także tych spod znaku swastyki i czerwonej gwiazdy.

Książka ta uczula także na to, że koncentrując się na jednym pro­blemie, łatwo można stracić z oczu obraz całości, dlatego zawężenie postrzegania Ukraińców wyłącznie do Wołynia-i UPA stwarza niebez­pieczeństwo puszczenia w niepamięć wszystkich innych zbrodni i przewin ciążących na Ukraińcach w XX wieku po ewentualnym „wy­baczamy i prosimy o wybaczenie", na co liczą i do czego uporczywie na wniosek banderowskiego Światowego Związku Ukraińców dążą.

Taki scenariusz jest bardzo prawdopodobny, ponieważ ludzie rzą­dzący Polską nie tylko posłusznie przystają na argumenty ukraińskich nacjonalistów, lecz także wręcz propagują je u nas. W konsekwencji fakty coraz częściej przegrywają z urojeniami.

Chwilowe uwarunkowania polityczne czy upływ czasu nie mogą być argumentami w sytuacjach, kiedy stanowczo trzeba postawić na swoje racje, obalając ukraińskie mity o „spichlerzu" i obronie Europy lub Zawadce Morochowskiej jako drugich w Europie Lidicach.

Przy pisaniu tej książki autor korzystał z polskich i obcych, w tym ukraińskich, źródeł i publikacji w wersjach elektronicznych i papiero­wych.

Ze względu na historyczną czytelność użyto w niej nazw miej­scowości zgodnych z czasem, w których zachodziły opisywane lub Wzmiankowane wydarzenia.

A więc użyto nazwy Stanisławów, a nie Iwano-Frankiwsk, Lwów, a nie Lwiw, oraz Tarnopol, a nie Ternopil. W cytowanych tekstach zachowano też oryginalną, często archaiczną Stylistykę i gramatykę.

Aby jednak pojednanie polsko-ukraińskie nie stało się „kiczem po­jednania", redukującym poważny dialog do pustych gestów, niezbęd­ne jest wybaczenie. Wybaczenie, które tylko wtedy jest prawdziwe, kie­dy płynie z serca, a nie z publicznej, najczęściej nieszczerej deklaracji politycznej, zazwyczaj więdnącej szybciej niż wieńce i kwiaty składane pod pomnikami.

Doświadczenia ostatnich dwudziestu pięciu lat jednoznacznie wskazują, że formuła wypracowania podstaw do pojednania obu naro­dów musi ulec modyfikacji. Z tych doświadczeń niezbicie wynika, że nie ma już sensu powoływanie kolejnych zespołów czy komisji history­ków „do spraw...". Istnieje natomiast potrzeba zrobienia przez każdą ze stron bilansu zysków i strat w uzgodnionych obszarach i następnie ich jednoczesne publiczne porównanie. Można by wykorzystać w tym celu niektóre zasady i narzędzia tworzenia „zielonych ksiąg" i „białych ksiąg"4. Za główne elementy takiej analizy należy uznać obszary: de­mograficzny, terytorialny, materialny, nauki i kultury oraz potencjału gospodarczego.

Stosunki polsko-ukraińskie, szczególnie po ro­ku 1939, usiłowano kształtować, ignorując niepodważalne fakty, które i bardzo często były interpretowane w zależności od politycznych po­trzeb i uwarunkowań.

Dlatego wciąż nie brakuje prób manipulaq'i nimi, podejmowanych przez różne siły polityczne w różnym czasie, za­równo w Polsce, jak i na czerwonej, niebiesko-żółtej czy obecnie j czerwono-czarnej (neobanderowskiej) Ukrainie.

Ignorują one zazwy­czaj prawdę, zapominając, że historię jako naukę interpretacyjną można opisywać na różne sposoby, ale nie można jej zmieniać. Jest to zjawisko określane popularnym ostatnio pojęciem „post-gprawda", w którym fakty są mniej ważne w kształtowaniu opinii publicznej niż odwołania do emocji i osobistych przekonań. (...).

Można i należy dążyć do autentycznego pojednania narodów polskiego i ukraińskiego. Dla czytelności wzajemnych sto­sunków musi być ono jednak wypracowane na podstawie bilansu fak­tów materialnych określających poziom ich bilateralnej symetrii w po­szczególnych analizowanych obszarach.

Opracowanie tego rodzaju bilansu pozwoliłoby na usunięcie pod­stawowej przeszkody na drodze do rzeczywistego pojednania, jaką jest nieustanne manipulowanie przez nacjonalistów ukraińskich w kraju, a szczególnie na emigraqi, historią, w której hańbiące i zbrodnicze frag­menty ze swojej przeszłości niestrudzenie fałszują i przeinaczają, kon~ 'i sekwentnie usiłując w ten sposób wpędzić Polaków w poczucie winy wobec nich. Upubliczniony bilans zysków i strat w stosunkach polsko-ukraińskich uwolniłby Polskę od konieczności robienia politycznych uników i prób rozmywania tragedii obywateli polskich z Kresów Połu­dniowo-Wschodnich pod pretekstem troski o tzw. polską rację stanu, uznającą okrutne mordy Polaków na Wołyniu, w Małopolsce Wschod­niej i w Bieszczadach, uczestnictwo w „przemysłowym" mordowaniu milionów Żydów i grabieży polskiego majątku narodowego za epizo-f. dy z przeszłości bratniego narodu ukraińskiego walczącego o wolność. Mimo zaistniałych w Polsce przed prawie trzydziestu laty zmian $; politycznych praktyki te w zastraszający sposób przypominają lekcje poprawności politycznej znane z czasów peerelowskich, czyli nihil novi sub sole w kwestii ukraińskiej.

Coraz częściej wspomniane praktyki przybierają groteskowe roz-f miary, już nie standardowej postaci, ale czegoś, co zasługuje na miano % „nadpoprawności politycznej", noszącej całkiem wyraźne znamiona I wasalizacji Polski wobec Ukrainy.

Ta polityczna nadpoprawność doprowadziła do tego, że w przyjętej V rezolucji Rada Najwyższa Ukrainy potępiła „[...] jednostronne działania Senatu i Sejmu RP, wymierzone w pozytywne rezultaty współpracy, osiągnięte w trakcie trwającego przez ostatnie dziesięciolecia ukraińsko-polskiego konstruktywnego dialogu". O czym 8 września 2016 roku donosiła PAP Histeryczna reakcja Ukraińców może wynikać z tego, że dla nich, przyzwyczajonych do lekceważącego traktowania Polski, postawa podkreślająca, że w obrębie cywilizacji zachodniej, do której aspiruje, jeszcze mentalnie sowiecka, Ukraina, niewyobrażalna jest sytuacja, w której można oficjalnie gloryfikować sprawców nieprzedawnialnej zbrodni ludobójstwa. Polskim politykom należy również nieustannie przypominać, że Polska wraz z Kresami Południowo-Wschodnimi utraciła w wyniku zbrodniczej agresji sowieckiej we wrześniu 1939 roku na rzecz Ukrainy coś więcej niż tylko pewien obszar w sensie kartograficznym. W rzeczywistości Polska wraz ze Lwowem, Stanisławowem, Tarnopolem czy Łuckiem utraciła znaczną część swej polskości, swojej tożsamości narodowej.

Jednym z elementów budowy autentycznych, zdrowych relacji między naszymi narodami powinno być stałe i konsekwentne wyrabianie w Ukraińcach poczucia wdzięczności i szacunku dla budowniczych Lwowa, Tarnopola czy Stanisławowa, zamiast pozwalania im na prymitywne preparowanie ich ukraińskości.

Trudno znaleźć wśród autorów rozkwitu Lwowa jakiegoś Ukraiń­ca, Tarnopol w roku 1540 założył nie Ukrainiec, ale hetman wielki ko­ronny Jan Tarnowski, a prawa miejskie nadał mu osiem lat później nie jakiś ukraiński ataman, ale polski król Zygmunt I Stary; dla świetności Stanisławowa bardziej niż Ukraińcy zasłużyli się Ormianie i Żydzi. Ukraińcy potrafili jedynie zmienić bez sensu jego nazwę.

Warto podkreślić, że w przypadku tych i innych miast nie ma po­trzeby tworzenia przez gotowych służyć każdej władzy zawodowych sowiecko-nacjonalistycznych historyków bałamutnych historii o „po wiekach odzyskanych prastarych miastach piastowskich". Jest bez­sporne, że Lwów i inne miasta Kresów Południowo-Wschodnich były dłużej i zdecydowanie bardziej polskie niż Szczecin, Słupsk czy Opole.

W kontekście rozważań nad rolą zawodowych historyków w kształtowaniu świadomości narodowej Polaków nie można pominąć faktu, że wydane w 2000 roku fundamentalne dzieło Ludobójstwo doko­nane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945, poświęcone historiografii ludobójstwa dokonanego przez nacjonali­stów i chłopów ukraińskich na bezbronnej ludności polskiej Wołynia, stworzyli historycy amatorzy, czyli Władysław i Ewa Siemaszkowie. To oni potwierdzili, że lepszy od zrutynizowanego i zakłamanego za­wodowca jest zaangażowany w sprawę amator.

Szerokie propagowanie tematyki kresowej ma szczególne znaczenie wobec faktu, że program nauczania historii tego okresu w szkołach jest co najmniej bardzo ubogi. Nie najlepszą sytuację w tym zakresie pogarsza dodatkowo to, że problematyka dziejów najnowszych Polski znajduje się pod koniec cyklu nauczania. Nierzadko zdarza się, że w ogóle nie starcza czasu, aby o tym mówić, albo naucza się o tym w pośpiechu, byle cokolwiek wpisać do dziennika.

Jak wynika z raportu Centrum Badania Opinii Społecznej w efek­cie tych praktyk, w czerwcu 2013 roku 47 procent polskiego społeczeń­stwa nie wiedziało, kto w 1943 roku był sprawcą, a kto ofiarą wydarzeń j na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, często myląc je z Katyniem. Jest to o tyle zadziwiające, że taki żałosny stan wiedzy, a raczej jej brak, S-nie powinien obecnie wynikać z przyczyn politycznych, w których |: można było upatrywać różne braki w wiedzy historycznej z zakresu I;! tzw. białych plam w okresie PRL. Zdaniem Cycerona historia jest na­uczycielką życia (historia est magistra vitae), ale historycy, w tym jej na­uczyciele, już niekoniecznie. Od lat mówi się o konieczności omówief nia pełnego i usystematyzowanego kursu historii ojczystej, cokolwiek t ma to znaczyć. Jednak na podstawie lektury Podręcznika do historii i społeczeństwa dla szkoły podstawowej. Historia wokół nas, dla klasy szóstej, Radosława Lolo i Anny Pieńkowskiej, wydanego w 2014 roku przez WSiP,  można stwierdzić, że historycy piszący dzisiaj podręczniki o 17 września 1939 roku, co prawda, usiłują zmagać się z tym problemem, ale jakoś im nie wychodzi.

Przedmiotową kwestię 17 września 1993 roku autorzy podręczni-4 ka kwitują lakoniczną informacją, że: „Po 17 września 1939 r. tereny te [Kresy Wschodnie - L.K.] zostały włączone do Związku Sowieckiego, a Polacy tam mieszkający stali się obywatelami tego państwa". O UPA, I Wołyniu, wywózkach na Syberię ze Lwowa i Stanisławowa nic się nie wspomina, zupełnie tak samo jak na lekcjach historii w czasach PRL. Od zbrodni ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej | oraz grabieży polskiej własności gospodarczej i kulturowej minęło już ponad 70 lat, ale nie zmienia to faktu, że sprawa ta, ze względu na brak rozliczenia sprawców, jest aktualna w wymiarze historycznym, moralnym i politycznym.

Upływ czasu nie może być powodem, żeby uczynki takie, jaki okrutne, odrażające zbrodnie członków UPA i band chłopów ukraińskich z nią współpracujących na ich polskich sąsiadach, aktywny udział ukraińskich formacji policyjnych w Holokauście i dławieniu przez Ukraińców powstania w getcie warszawskim oraz powstania warszaw­skiego, poszły w zapomnienie jedynie ze względu na bieżącą koniunk­turę polityczną. Nie mogą pójść w niepamięć także, obecnie trudne do oszacowania, straty materialne w majątku narodowym i prywatnym obywateli polskich po 17 września 1939 roku, po aneksji przez Ukraiń­ską Socjalistyczną Republikę Sowiecką polskich Kresów Południowo--Wschodnich. Przy całym krytycznym stosunku do Rosji nie da się ukryć, że w odróżnieniu od Ukrainy Rosja na układzie Ribbentrop-Mołotow terytorialnie nic nie skorzystała.

Upływ czasu nie może też służyć temu, żeby przyznać rację Adolfowi Hitlerowi, który 22 sierpnia 1939 roku retorycznie zapytał: „Któż jeszcze dziś pamięta o wyniszczeniu Ormian?". Mimo upływu stu lat Ormianie do dziś o tym pamiętają, podobnie jak Belgowie pamiętają o zbrodniach żołnierzy kajzerowskich w Saint Hadelin czy Dinant, również sto lat temu. Coraz bardziej pokrętne ukraińskie tłumaczenia dotyczące doko­nanego przez nich zaboru polskiego terytorium i mienia, często zresztą usprawiedliwiane przez niektórych Polaków, uzasadniają przypo­mnienie jednym i drugim starej rzymskiej zasady: Is fecit, cui prodest - Uczynił ten, komu to przynosi korzyść. Trudno także pogodzić się z często brutalnym wymazywaniem polskości z Kresów Południowo-Wschodnich przez systematyczne niszczenie jej śladów i pamiątek po niej, nie tylko w okresie sowieckiej Ukrainy, lecz także obecnie.

Nikt nie może domagać się od Kresowian i ich najbliższych, żeby pogodzili się z faktem, że zbrodnie mogą być gloryfikowane w majesta­cie prawa, a zbrodniarze i rabusie mogą liczyć na bezkarność i uznanie. W Niemczech psycholodzy i socjolodzy badają wpływ powojen­nych wysiedleń Niemców na ich psychikę i zachowania. Dlaczego w Polsce nie prowadzi się badań nad psychiką tych, których napadnięto, zamordowano im ojców i mężów, wyrzucono z domów, wywieziono na Sybir, po wojnie nie pozwolono wrócić do własnych domów, a jeszcze kazano im podziwiać najgorszych wrogów jako wyzwolicieli? Nie są warci takich badań?

Należy więc stwierdzić i bezustannie z całą stanowczością podkreś­lać, że tematyka polskich Kresów Południowo-Wschodnich zasługuje na jjedno z najbardziej eksponowanych miejsc w świadomości i kulturze pol­eskiej oraz w jej polityce zagranicznej i wewnętrznej, ze względu na szacunek i zwykłą przyzwoitość wobec wszystkich obywateli Rzeczypospolitej, którzy stali się ofiarami zbrodni, jakich dokonali tam Ukraińcy. Jest bezspornym elementem polskiej racji stanu, że Kresowian nikomu nie wolno skazywać na niebyt. Powinni ich chronić polscy decydenci polityczni, nie obawiając się okazywania empatii dla ofiar i nie ulegając różnorodnym ukraińskim naciskom. Żeby wyraźnie odróżnić się od poprzednich władz komunistycznych dzisiejsi politycy powinni odrzucić pogląd, że mówieinie o ludobójstwie dokonanym przez Ukraińców na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej może być dla nich politycznie kłopotliwe.

Istotne powinno być także stałe podkreślanie, że ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1943-1944, choć było bez Wątpienia największe, ale okrutne, często masowe zbrodnie Ukraińców Polakach i innych mieszkańcach tych obszarów rozpoczęły się już jw roku 1918 i trwały do roku 1947.

Istotne jest także ciągłe i konsekwentne przypominanie Ukraiń­com, że zbrodnia ludobójstwa nie ulega przedawnieniu, a ich popleczcom, że każdy, kto unika tego określenia, w istocie chroni ukraińskich ludobójców, stając się współwinnym.

Szczególne znaczenie powinno mieć przypominanie o najohydejszym, najbardziej odrażającym rodzaju ludobójstwa, jakiego latami opuszczali się ukraińscy zbrodniarze, jakim było mordowanie dzieci. Zasługuje ono na specjalne określenie: pedocidium atrox - dzieciobójstwo okrutne. Nie wolno zapominać także o gehennie masowo gwałconych przez Ukraińców polskich dziewcząt i kobiet, także tych na Sląsku w 1945 roku. Nie wolno zapominać także o dziesiątkach tysięcy Polaków zapę-onych do niewolniczej pracy w kopalniach i fabrykach sowieckiej Ukrainy. Ofiarom zbrodni dokonanych przez  Ukraińców należy się uszanowanie ich cierpienia przez publiczne ujawnienie i napiętnowanie jego sprawców. Nie wolno udawać, że nic się nie stało. Podobne prawo do pamięci mają wszystkie ofiary komunistów ukraińskich, którzy budo­wali i następnie gorliwie wspierali przez ponad 70 lat „imperium zła", co współcześni obywatele i politycy Ukrainy oraz ich polscy apologeci starają się usilnie wymazać z polskiej zbiorowej pamięci historycznej. W swoich działaniach kierują się specyficznymi poglądami byłego pre­zydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego, który twierdził, że: „Dla przyszłości państwa i społeczeństwa należy dać sobie spokój z oceną przeszłości, zająć się przyszłością i przestać moralizować".

Ta pokrętna retoryka zrobiła już wielką karierę na Ukrainie, przy­bierając postać zwrotu: „Historię zostawmy historykom, a zajmijmy się przyszłością", używanego w każdej sytuacji, kiedy chce się ukryć coś niewygodnego.

Filozofia polityczna Aleksandra Kwaśniewskiego była wyjątkowo szkodliwa, gdyż prowadzi do licznych przeinaczeń i kłamstw dostar­czanych przez historyków politykom. Jej owocem było m.in. kłamstwo katyńskie i kłamstwo o 17 września 1939 roku. Niezaprzeczalnym faktem pozostaje, że „jedynych rzetelnych" i „opartych na faktach histo­rycznych" argumentów do tych i wielu innych kłamstw dostarczali po­litykom sprzedajni i gorliwi historycy, których zawsze jest pełno wokół nich. Rozumowanie Aleksandra Kwaśniewskiego i innych zwolenni­ków pozostawienia historii historykom stoi w jawnej sprzeczności z poglądem Juliusza Mieroszewskiego. Uważał on, że: „Polityka w 70, a może nawet w 80 procentach jest dyskusją na temat historii. [...] która jest »w biegu« zatrzymaną polityką. Polityka jest bowiem dalszym ciągiem historii. [...] Historia góruje nad współczesnością, tak jak ojciec góruje nad swym nieletnim synem". Trywializując, można powie­dzieć, że gdybyśmy byli zapatrzeni wyłącznie w przyszłość i ignoro­wali historię, czyli przeszłość, to ciągle wkładalibyśmy palec do gniazd­ka elektrycznego lub do wrzącej wody.

Z „figowego listka" zostawiania historii historykom skorzystał niedawno szef ukraińskiego MSZ Wołodymyr Ohryzko, który po wiJgsycie prezydenta Andrzeja Dudy w Kijowie w dniach 15-16 grudnia 22015 roku oświadczył w ukraińskiej gazecie „Dien": „Wyciąganie na Scenę polityczną kwestii historycznych jest nieproduktywne. W pew­nych kołach politycznych temat ten jest już podnoszony i jeśli do tego Jlojdzie, to będzie to błąd; historię należy pozostawić historykom, a po­litycy powinni patrzeć w przyszłość".

Nie można wiecznie wlec za sobą nienawiści, ale nie wolno dopuścić, żeby żal i wspomnienia pokryły się patyną zobojętnienia. Nie wol-jednak dopuścić do bagatelizowania odwiecznej prawdy, że zbrodnie popłaca. Najprostszym obowiązkiem Polski wobec wszystkich iar, wszystkich ukraińskich zbrodni jest stanowcze i bezwarunkowe egzekwowanie prawa do zadośćuczynienia im przez jednoznaczne ciągłe potępianie sprawców tych cierpień, którzy muszą liczyć się 'nieuchronnością kary w postaci wykluczenia ich z grona łacińskiej ilizacji europejskiej. Jest wiele przykładów, że tym, którzy zapomi-ją o przeszłości, może się ona przypomnieć w najmniej spodziewanej wili, dlatego, mimo upływu ponad 100 lat, konieczna jest głęboka refleksja nad aktualnością istoty przesłania Stanisława Wyspiańskieg Wesela, wyrażonego słowami Pana Młodego: „Myśmy wszystko zamnieli, mego dziada piłą rżnęli. Myśmy wszystko zapomnieli".

 

Aktualnie online
Gości online: 1

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 27
Najnowszy użytkownik: cabbar
STOWARZYSZENIE
CELE STOWARZYSZENIA
ZAŁOZYCIELE
ZARZĄD
STATUT
DOKUMENTY
SPRAWOZDANIA
UROCZYSTOŚĆ 11-07-2009
WYBRANY PROJEKT POMNIKA
HONOROWY PATRONAT
ODSŁONIĘCIE POMNIKA
FOTOREPORTAŻ -17.09.2011
FUNDATORZY
KRONIKA STOWARZYSZENIA
70.ROCZNICA RZEZI WOŁYŃSK.
W PAROŚLI I SARNACH
POGRZEB PO 70 LATACH
ZŁOTY MEDAL DLA PREZESA
I MARSZ PAMIĘCI SYBIRAKÓW
DYPLOM DLA ST.SENKOWSKIEGO
72.ROCZNICA RZEZI WOŁYŃSKIEJ
DĘBY PAMIĘCI
73.ROCZNICA RZEZI WOŁYŃSKIEJ
Lokalizacja pomnika
LOKALIZACJA

Pomnik zostanie wzniesiony u zbiegu Al. Piłsudskiego i ul. Wołyńskiej.
Lokalizacja pomnika>>

PUBLIKACJE-WSPOMNIENIA
Dzieci Kresów III

Dzieci Kresów to zbiór wspomnień osób które jako dzieci lub b. młodzi ludzie przeżyli gehennę ukraińskiego ludobójstwa. Publikacja Lucyny Kulińskiej godna polecenia.
O AUTORCE >>
SŁOWO WSTĘPNE >>
JEDNO WSPOMNIENIE >>
WSPOMNIENIA p. Kozioł >>
POSŁOWIE>>

--------------------------------
EWA SIEMASZKO
ZAGŁADA KOROŚCIATYNA
WIGILIA 1944 -J. Białowąs
KRZYŻE Z PRZEBRAŻA
POGRZEB PO..-J.Białowąs
BÓG WTEDY PATRZYŁ..
ZA CO ZGINĘLI UKRAIŃCY
GDY PŁONĄŁ WOŁYŃ
KiA SIDOROWICZOWIE
CZESŁAWA ROCH
ŚLADAMI LUDOBÓJSTWA..
PAMIĘĆ I NADZIEJA
Jastrzębski-LUDOBÓJSTWO
REGINA OWCZARCZAK
MOJE ZASMYKI-wiersze
POLECANE LINKIi
VIDEO
ks.ISAKOWICZ-ROZMOWA
WSPOMNIENIA-S.Kicińska
WSPOMNIENIA-Podskarbi
NA PODOLU PŁACZE...
WOŁYŃ 1943-Lech Makowiecki
KOLEJNY 'bohater' UKRAINY

WYWIADY I OPINIE
ROZMOWA z ks. Isakowiczem
ks. Isakowicz-CHODZI MI TYLKO...
Prof. Wieczorkiewicz o OUN-UPA
SEJM ZDECYDOWAŁ...
Ks.Isakowicz-POLITYKA ZAKŁA..

LIST OTWARTY do D.Tuska
Ostatnie artykuły
KRONIKA 2009-2019
Kolejny „bohater...
Odbyły się obchody...
Dęby Pamięci
Dyplom od Światoweg...
Ostatnio na forum
Najnowsze tematy
Brak tematów na forum
Najciekawsze tematy
Brak tematów na forum
POLECANE STRONY

 
<27 Dywizja Wołyńska AK

---------------------------------


Fundacja Centrum Dokumentacji
Czynu Niepodległościowego

--------------------------------

Fundacja Polskiego Państwa
Podziemnego

---------------------------------

Kresowy Serwis Informacyjny
-----------------------------------

Serwis Informacyjny
o Kresach Wschodnich

------------------------------------

Serwis Informacyjny
Towarzystwa Miłośników
Wołynia i Polesia w Chełme

Copyright © 2009 - Stowarzyszenie "Pamięć i Nadzieja" w Chełmie, 22-100 Chełm Pl. Niepodległości 1, p.77 Telefon - biuro: 608 073 511,
e-mail: stowarzyszenie.pin@op.plAdministrator - Tadeusz Halicki: thalicki@poczta.onet.pl
Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
Wygenerowano w sekund: 0.01