APEL DO WŁADZ PAŃSTWOWYCH RZECZPOSPOLITEJ POLSKIEJ
Dodane przez Tadeusz dnia Maj 17 2013 09:49:02
17-05-2013

Warszawa, 7 maja 2013 r.

APEL DO WŁADZ PAŃSTWOWYCH RZECZPOSPOLITEJ POLSKIEJ

ZŁOŻONY NA RĘCE SEKRETARZA RADY OCHRONY PAMIĘCI  WALKI  i  MĘCZEŃSTWA
DR HAB. ANDRZEJA KUNERTA


Treść rozszerzona
DNIA 7 MAJA 2013 ROKU.

Szanowni Państwo!

Na wstępnie pragnę przypomnieć, że w każdym demokratycznym państwie naród jest suwerenem. Jest to zapisane w artykule 4  Konstytucji naszej Ojczyzny.

Wolą obywateli polskich, byłych mieszkańców województw południowo- wschodnich Rzeczpospolitej, którzy w czasie ostatniej wojny i bezpośrednio po niej zostali pozbawieni swoich najbliższych i dorobku życia na skutek ludobójczej akcji nacjonalistów ukraińskich jest, by w 70 rocznicę tej strasznej zbrodni dnia 11 lipca 2013 roku w Warszawie odbyły się godne obchody tej tragedii. Jest to ostatnia okrągła rocznica, w której żyjący świadkowie mogą uczestniczyć.

Przygotowywane przez stronę społeczną uroczystości w Warszawie mają mieć charakter publiczny i masowy. Organizatorzy zapraszają na nie gorąco polskie władze państwowe. Godne uczczenie przez polskie władze 70 rocznicy ludobójstwa będzie bowiem zarówno aktem solidarności rządzących z własnymi Rodakami, jak i bardzo ważnym krokiem na drodze do ostatecznego pojednania narodów polskiego i ukraińskiego.

Na obchody składać się mają:

Msza żałobna odprawiona 11 lipca 2013 o godz. 12.00 na Placu Trzech Krzyży,
Marsz Pamięci
Koncert okolicznościowy na Agrykoli
Taki program został zaakceptowany przez zdecydowaną większość organizacji grupujących rodziny ofiar.



Szczególnie ważnym elementem społecznych obchodów ma być Marsz Pamięci, który ma de facto charakter Marszu Ocalonych. Nazwa odwołująca się do pamięci, a nie rozliczenia zbrodniarzy, jest najlepszym dowodem, że „nie o zemstę, ale o pamięć wołają ofiary”. Naród nasz, bowiem, nie jest, ani mściwy, ani okrutny.

Marsze takie, jak planowany przez społecznych organizatorów, mają  w Polsce długą tradycję. Warto przypomnieć corocznie organizowane  przez społeczność żydowską „Marsze Żywych”. Na ich czele zawsze stają przedstawiciele najwyższych władz i nikomu nawet do głowy nie przychodzi, aby poddawać w wątpliwość ich sensowność, czy polityczną poprawność. Chodzi bowiem o przestrogę przed złem dla potomnych.

Idący w „Marszach Żywych” podążają do miejsc kaźni swoich bliskich. Niestety, nieszczęsny los i wynik II wojny światowej zadecydował, że większość ofiar kresowego ludobójstwa spoczywa dzisiaj poza granicami Polski. Miejsca ich męczeństwa w wielu z nich nie są nawet ustalone.  Dlatego Warszawa – stolica Polski jest najlepszym, symbolicznym miejscem, do którego mogą się udać wszyscy rozproszeni po wojnie Polacy.

Liczba polskich ofiar ludobójstwa ustalanych żmudnie przez historyków zbliża się do 200 tysięcy. Obok zamordowanych na miejscu mamy bowiem do czynienia z dalszymi tysiącami - ofiarami wypędzenia z rodzinnych progów. W wojennym czasie dla wielu cywilów w tym kobiet, dzieci i starców oznaczało to śmierć na skutek głodu, chorób, poniewierki i przymusowych wywózek na roboty do Niemiec. Musimy też pamiętać, że nacjonaliści nie dokończyli swego działa i gdyby nie nadejście frontu i wkroczenie Armii Czerwonej, Polacy zostali by wymordowani do ostatniego. To może niewygodna prawda, ale taki los zgotowali im ukraińscy szowiniści i podburzona przez nich ludność ukraińska. O tym nie wolno zapominać, gdy słuchamy tłumaczeń i argumentów obrońców nacjonalizmu ukraińskiego.

Musimy też pamiętać, że zdecydowana większość Ukraińców z ludobójstwem tym nie miała nic wspólnego. Dlatego, kiedy powstawało ukraińskie państwo, Polacy oczekiwali potępienia organizacji i formacji, które dopuściły się w czasie wojny masowych zbrodni na Polakach i napiętnowania ludobójstwa jako takiego. Niestety, Ukraina wybrała inną drogę i to wywołuje ostre protesty w Polsce. Oparcie narodowego etosu na tradycji OUN, UPA, SS Galizien, Batalionów Nachtigall, Roland itp. przeniosło odpowiedzialność za ich zbrodnie na wszystkich Ukraińców. Jest to wielkie, niezasłużone i nieuczciwe zwycięstwo banderowców i szkoda wyrządzona wzajemnym kontaktom obu krajów.

Winston Churchill napisał kiedyś, że „pod szubienicą trawa nie wyrośnie”. Jest w tym wiele prawdy. Na siłę lansowana przez kolejne polskie rządy idea „pojednania” z Ukraińcami jest przedwczesna i  oparta nie tyle na prawdzie historycznej, co  kalkulacji „zysków politycznych”. Zyski owe w dalszej perspektywie i w obliczu rosnącego w siłę nowego ukraińskiego faszyzmu, mogą okazać się iluzoryczne, a nawet zagrażać bezpieczeństwu mieszkających na Ukrainie Polaków.

Niestety, na skutek trwającego latami przemilczania kresowego ludobójstwa przez polskie elity, na Ukrainie trwa dzisiaj wypieranie winy i  odpowiedzialności za dokonane na polskich obywatelach zbrodnie. Niektórzy politycy i historycy ukraińscy zaprzeczają nawet, że do rzezi tej w ogóle doszło. Podobnie zaprzeczają, że przed Polakami, na tym samym terenie, doszło do wymordowania przez Niemców przy współudziale  ukraińskich kolaborantów i nacjonalistów ukraińskich setek tysięcy Żydów.

Obok fałszowania historii, na Ukrainie dochodzi dzisiaj do zacierania śladów 600 letniej polskiej obecności na tych terenach. Takie postępowanie niewiele ma wspólnego z budowaniem wspólnego europejskiego dziedzictwa kulturowego i aspiracjami Ukrainy do struktur europejskich.

To nie „nieodpowiedzialność” i „ekstremizm” działających w Polsce organizacji kresowych, grupujących wypędzonych i ocalałych świadków zbrodni, jest powodem kłopotów, a brak odwagi polskich władz, by ten wrzód przeciąć i powiedzieć w końcu prawdę. Takie działanie może zahamować  rozwój jednego z najbardziej krwiożerczych i bezwzględnych nacjonalizmów w Europie, jaki prezentują dzisiaj postbanderowcy. Ukraina wymaga dzisiaj denazyfikacji, która odniosła pozytywny skutek, w przypadku hitleryzmu w Niemczech. Jeśli jednak naród ukraiński zostanie, jak to się dzieje dziś, w sidłach rosnącego szowinizmu, w dalszej perspektywie rokuje to bardzo źle stosunkom Ukrainy z sąsiadami – w tym z Polską.

Trudności, na jakie napotykają organizatorzy ze strony władz państwowych przy realizacji swojego przedsięwzięcia, które sprowadzają się do narzucania im arbitralnie innej koncepcji obchodów, na oddalonym od centrum, kameralnym i mało prestiżowym miejscu rodzi podejrzenia, że po raz kolejny rządzący pragną je zminimalizować i odebrać im niezbędny społeczny oddźwięk. Co gorsza środowiska nasze są rozbijane i do  koncepcji niezgodnej z wolą większości, przeciągane są pojedyncze organizacje i działacze. Takie postępowanie uznać należy za nieetyczne i  poniżające dla ofiar. Nie rozumiemy tego i nie możemy pogodzić się z faktem stosowania „podwójnych standardów” i dzieleniem ofiar II wojny światowej na „lepsze i gorsze”.

To czy rodziny ofiar ludobójstwa, po tylu latach przemilczania tej zbrodni będą mogły otwarcie, tak jak ofiary Holokaustu czy zbrodni katyńskiej mówić o swojej kaźni będzie miernikiem naszej narodowej suwerenności. To, by przewodzący narodowi polskiemu stanęli razem ze skrzywdzonymi w centrum stolicy Polski, a nie w zaułku na peryferiach, jest bardzo ważne. Apeluję wiec do władz o takie, godne dla ofiar i dalekowzroczne ze względu na interes naszej Ojczyzny podejście do tej kwestii. Jesteśmy przedstawicielami wielkiego, dumnego, historycznego narodu i dlatego szacunek dla naszych niewinnie pomordowanych przodków jest naszą pierwszą powinnością.

Poszkodowani mają nadzieję, że zarówno władze, jak i Rodacy nie zapomną ich straszliwego losu, a od strony ukraińskiej oczekują by zaprzestała bolesnego dla ofiar czynienia z morderców - bohaterów Ukrainy.  Narody nie muszą się „kochać” by układać poprawne stosunki i prowadzić wspólne interesy, ale muszą mieć do siebie elementarne zaufanie i pewność, że sąsiad, od którego doznało się tak strasznej krzywdy, szczerze żałuje swych strasznych czynów i zrobi wszystko, by nigdy się one nie powtórzyły. Dzisiejsze gloryfikowanie na Ukrainie sprawców ludobójstwa popełnionego na Polakach – gwarancji takiej niestety nie daje.

Organizatorzy obchodów oczekują od polskich władz:

Podjęcia stosownych uchwał w Parlamencie, które przywrócą pamięć  o dokonanym przez OUN, UPA, formacje ukraińskie kolaborujące z okupantami i miejscową ludność ukraińską 70 lat temu ludobójstwie na Polakach i potępią ich sprawców.
Włączenia się przez władze państwowe w przygotowany przez organizacje kresowe scenariusz obchodów i okazania wszechstronnej pomocy przy jego realizacji.
Zaniechania realizacji w dniu 11 lipca innych scenariuszy obchodów, które mogłoby zakłócić przebieg  obchodów przygotowywanych przez czynnik społeczny. Chcemy podkreślić, że żadne z ważnych historycznych obchodów państwowych np. Powstania w Getcie, Powstania Warszawskiego, Zbrodni Katyńskiej itd. nie odbywały się na obrzeżach miasta, lecz w jego centrum - dlatego próba umiejscawiania uroczystości w miejscu odludnym i mało prestiżowym odbierana jest  przez rodziny ofiar i organizatorów jako lekceważąca i krzywdząca.
Zaprzestania działań mających na celu rozbijanie jedności wśród społecznych organizatorów, bo nie służy to ani Polsce, ani jej obywatelom i jest działaniem nieetycznym.
Wybrania na lokalizację pomnika upamiętniającego pomordowanych 70 lat temu na Wołyniu i w Małopolscy Wschodniej  Polaków,  miejsca prestiżowego, publicznego, ogólnodostępnego w centrum Warszawy i dopilnowania by napis na pomniku był zgodny z prawdą historyczną i mówił  o prawdziwych sprawcach tego strasznego ludobójstwa.
Post scriptum od historyka:

Memento „Kto zapomina historię powtarza ją”.

Zamieszczone poniżej słowa zostały napisane przez świadka wydarzeń Kornela Makuszyńskiego  w roku 1922, a dotyczyły zbrodni ukraińskich dokonanych na Polakach w Galicji w roku 1918. Komisja powstała by rozliczyć te zbrodnie przy polskim Sejmie praktycznie przestała działać w roku 1925. Winnych zbrodni na polskiej ludności nie rozliczono - był wśród nich ojciec Bandery… kolejna fala masowych zbrodni rozpoczęła się dwadzieścia kilka lat potem:


„...I jakiś nowy Wyspiański, rozpamiętywując owe dni, z których następny był bardziej od poprzedniego krwawy, napisze owe polskie: „myśmy wszystko zapomnieli [...] Gdyby bowiem kto chciał pamiętać, musiałby jeszcze za tysiąc lat nienawidzić i za tysiąc jeszcze lat musiałby gardzić. My mamy to szlachetne, jedyne jakie jest piękne, kalectwo duszy, że nie umiemy nienawidzić. Powiemy sobie i to będzie straszną prawdą, że ci dzicy ludzie byli przez zwierzęcość swoją najnieszczęśliwszymi na świecie, że nieszczęsny kraj ten to był jeden ogromny szpital obłąkanych. Początki obłędu zaszczepiła im wojna, rozwojowi obłędu sprzyjało krwawe wspomnienie, do furii szaleństwa przywiódł ludzkie zwierze zapach pierwszej krwi. Potem już było wszystko jedno. Szaleńców karać nie można – po cóż nienawidzić szaleńców? Może przyjdzie jeszcze ten czas, że i ten człowiek oszalały, co piłą rzezał człowieka i gwałcił dzieci, stanie nagle nieprzytomny z lęku przed ohydnym widmem tego czynu i człowiek się w nim odezwie? Każdy szał, strasznie rozbudzony, przemija – przeminie tedy i ten. Dziki człowiek z ukraińskiego stepu, w nędzy swojej duchowej i z głodu umierający na najżyźniejszej ziemi świata, pojmie może w niesłychanym trudzie, że się stało za jego sprawą coś strasznego, że krwawemi rękoma zabił duszę swojej ziemi, zamęczywszy ludzi i zwierzęta, splugawiwszy ziemię, poraniwszy drzewa. I znowu trzeba będzie zapomnieć wszystko i znowu trzeba będzie budować ochronki i szpitale w imię świętego ducha polskiego, który zawsze «wszystko zapomina». Jeszcze jednak nie dziś, kiedy krew bulgoce jeszcze świeża, a stara nie wyschła jeszcze na zgliszczach polskiego domu, nie dziś jeszcze, kiedy na ukraińskim stepie szaleje krwawy, okropny, bezlitosny, plugawy, wściekły rezun...” (K. Makuszyński, Wesołe i smutne, Warszawa 1922, s. 93-95).


Dr Lucyna Kulińska
Prezes Fundacji Pamięci Narodu Polskiego

Żródło:
http://kresy.info.pl/component/content/article/3-informacje/730-apel-do-wadz-pastwowych-rzeczpospolitej-polskiej