Film Adama Sikorskiego – „Jeżeli zapomnimy o nich…”
Dodane przez Tadeusz dnia Marzec 05 2015 09:44:20
5-03-2015

Film polskiego reżysera opowiada o historii masowej akcji przeciwko ludności polskiej przeprowadzonej przez Ukraińską Powstańczą Armię (UPA) na Wołyniu. W „Jeżeli zapomnimy o nich…” skupiamy się na jednym z najbrutalniejszych epizodów rzezi wołyńskiej – mordzie blisko tysiąca Polaków w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej. W filmie Sikorskiego wystąpili ostatni żyjący świadkowie tych tragicznych wydarzeń...

Treść rozszerzona

Umarli na zawsze. Adam Sikorski o swoim filmie o rzezi wołyńskiej - Film, z którym podróżuję, to wywieranie presji na parlamentarzystach, którzy mogliby uderzyć pięścią w stół i powiedzieć: Państwo Polskie ma obowiązek upomnieć się o tych zagubionych, odrzuconych i zapomnianych - mówił podczas spotkania z widzami Adam Sikorski (15.10.2014).

- W filmie znalazł się fragmencik tego, co dane nam było przeżywać na Wołyniu. Mam świadomość gigantycznego zadania, jakie ciągle stoi przed nami - podkreślał reżyser - po premierowej prezentacji najnowszego filmu "Jeżeli zapomnimy o nich..." w Centrum Kultury Filmowej "Stylowy" w Zamościu.

Film opowiada historię masowej akcji przeciwko ludności polskiej przeprowadzonej przez Ukraińską Powstańczą Armię (UPA) na Wołyniu. W filmie "Jeżeli zapomnimy o nich..." twórca skupił się na jednym z najbrutalniejszych epizodów rzezi wołyńskiej - mordzie blisko tysiąca Polaków w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej w roku 1943 r. , dokonanym na dzieciach, kobietach i starcach. W filmie Sikorskiego wystąpili ostatni żyjący świadkowie tych tragicznych wydarzeń, przy
których pomocy można było odnaleźć doły śmierci, a potem dokonać ekshumacji i złożyć w mogile z krzyżem. Jest to bardzo poruszająca i przerażająca opowieść o tych, którzy "umarli na zawsze" bo przez wszystkie 70. lat od rzezi na Wołyniu nie można ofiarom nieludzkiej zbrodni przywrócić tożsamości.

- To jest gigantyczne zadanie moralne dla nas - ekshumacja tych nieszczęśników z ugorów, bagien, pastwisk po kołchozach, rowów przydrożnych i ogródków warzywnych. A z drugiej strony słyszę: Nie pora, nie czas, po co rozdrapywać, po co drażnić. Musimy rozdrapywać, musimy drażnić dopóki tej sprawy nie załatwimy - powiedział znany zamojskiej publiczności Adam Sikorski. I dodał: - Przypomnijcie sobie Państwo scenę, kiedy przez Lwów maszeruje grupa rekonstrukcyjna UPA. Był to fragment gigantycznej manifestacji. Cały ukraiński Lwów wyległ i wzdłuż Wałów Hetmańskich (dzisiaj Prospekt Swobody - przyp. autora) ustawił się i machał przyjaźnie rękami tym chłopcom, którzy na patkach mieli swastyki i oznaczenia SS Galizien, tzw. "wilcze kły". Ta mitologia SS Galizien, tak zbrodniczo we krwi skąpanej, dla nas jest zupełnie niepojęta. To nie jest kwestia rozrachunku z przeszłością, to jest również teraźniejszość.

- Skończyliśmy zdjęcia, schowaliśmy tych wydobytych nieszczęśników do worków i wtedy wieczorem pod cmentarz w Ostrówku (tam mieszkaliśmy w namiotach, po sąsiedzku z pochowanymi tam przed wojną) zajechało 5 eleganckich czarnych limuzyn. Wyskoczyli gentelmani w garniturach z partii Swoboda i powiedzieli: My zabieramy to wszystko. Nie zgadzamy się z waszym raportem, nie
zgadzamy się z waszym antropologiem i ustaleniami. Kobieta, nasza antropolog - powiedziała: Nie. Zaczęły się przepychanki, liczenie kości, coś okropnego. Wysypywanie tego, co tak pracowicie do trumienek powkładaliśmy. Niepojęta, barbarzyńska akcja. I dlatego to nie jest kwestia przeszłości, to jest kwestia teraźniejszości. Tych wszystkich, którzy mitologizują tych, szczególnie z prawej strony ukraińskiej sceny politycznej namawiam do wstrzemięźliwości.

Jechaliśmy na spokojne uroczystości na cmentarz, na pogrzeb. Ale zaraz za granicą, z przodu radiowóz ukraiński, z tyłu radiowóz, dwa autobusy OMON-u, czyli takiego ZOMO z bronią długą. Okazało się, że partia Swoboda chciała, podobnie jak w Porycku, rozpędzić polską uroczystość. Nie doszło do tego, ale to pokazuje jak wyglądają te porachunki z przeszłością. Dlatego uznałem, że ten film, podobnie jak moje poprzednie filmy - musi powstać. Są takie rachunki od których żaden z nas uciec nie może - podkreślał reżyser.

Jak zauważył, jest to fragment większej całości. Wraz z ekipą rozpoczyna zbierać materiały do filmu o Korpusie Ochrony Pogranicza, fantastycznej polskiej formacji, którą też wyrwano z naszej pamięci.

- Przez cały PRL KOP nie istniał. Natomiast istnieją w okolicach Sarn, Tynnego podobne jak tych nieszczęśników z Wołynia "doły śmierci", gdzie pomordowano naszych żołnierzy ponieważ przez 3 dni opierali się Armii Czerwonej opóźniając o 100 km jej marsz. Mam nadzieję, że jeszcze tej jesieni uda się nam odnaleźć bohaterów i w tedy w kolejnym filmie o tym Państwu opowiem - zapewniał twórca.

autor / źródło: Teresa Madej

http://www.zamosc.tv/tv/7110-jezeli-zapomnimy-o-nich/