612,681 unikalne wizyty
Lucyna Kulińska - Posłowie

Posłowie

Książka jest trzecim tomem wspomnień dziecięcych świadków ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na polskiej ludności Kresów południowo-wschodnich w czasie II wojny światowej. Tak jak poprzednie ukazuje bezmiar cierpienia polskich ofiar i okrucieństwo oprawców. Kiedy winnym tych zbrodni wznosi się pomniki na Ukrainie i czci się ich jako bohaterów, świadectwo to nabiera wyjątkowej wagi. Tak więc jeszcze za życia ostatnich świadków ludobójstwa dochodzi do niedopuszczalnej próby fałszowania historii. Zabieg ten może okazać się skuteczny, gdyż po ponad 60 latach przemilczania faktów większość Polaków ulega propagandzie wybielania katów i obwiniania ofiar. Dzieje się tak pomimo jednoznacznych ustaleń prokuratorów z Komisji d/s Badania Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu, wiedzy zawartej we współczesnych wydarzeniom dokumentach i świadectw zawartych w tysiącach relacji ocalałych.
Operacja „odpolszczenia" Kresów została przygotowana przez OUN i UPA perfekcyjnie pod względem militarnym i organizacyjnym. Przeprowadzono ją z dyscypliną i przy umiejętnym wykorzystaniu aparatu represji obydwu okupantów.

Najpierw Ukraińcy pomagali Sowietom w eksterminacji i zsyłaniu polskiej inteligencji i osadników, potem we współpracy z Niemcami przyczynili się do zgładzenia polskich profesorów Lwowa, Krzemieńca, nauczycieli Stanisławowa i innych miejscowości kresowych, a wreszcie niemal wszystkich potencjalnych lokalnych polskich przywódców. Kiedy wyniszczenie polskich elit dobiegło końca, OUN, a następnie UPA z pomocą ukraińskich chłopów przystąpiły do fizycznego unicestwienia polskiej ludności wołyńskich i małopolskich wsi. Działania te przyniosły pełne powodzenie: Polacy, żyjący na tych ziemiach od 600 lat, zostali niemal w całości wymordowani lub wypędzeni. Jedynie większe miasta z niemieckimi czy potem sowieckimi garnizonami dawały szansę przetrwania. W dokumentach Rady Głównej Opiekuńczej, która starała się obejmować opieką uchodźców, znajdziemy opinię, że na skutek niespodziewanej i okrutnej akcji ukraińskich szowinistów na wsi wołyńskiej nie została w komplecie ani jedna większa polska rodzina!]) Ludobójcza akcja antypolska została poprzedzona holokaustem kresowych Żydów, których wyniszczenie dokonane zostało wprawdzie z inspiracji niemieckiej, ale rękami policji ukraińskiej i innych ukraińskich formacji pomocniczych. W wielu wsiach mordowaniem żydowskich mieszkańców zajmowały się lokalne placówki OUN.

Częstokroć przy egzekucjach nie było żadnego Niemca. Łupy dzielono między siebie. Część trafiała do miejscowej ludności, wzmagając w niej żądzę zawłaszczenia mienia polskich sąsiadów.
Zachęceni łatwością, z jaką pozbyli się Żydów, nacjonaliści ukraińscy przystąpili do fizycznego usunięcia z Kresów pozostałych nacji: Polaków, Ormian, Czechów, Rosjan, Cyganów, a także tych Ukraińców, którzy nie godzili się na ich okrutne rządy. Nie zapominajmy, że zarówno ofiary, jak ich oprawcy, byli obywatelami polskimi, państwa, które przecież nadal istniało, choć jego rząd był na wygnaniu i co ważniejsze, było członkiem antyhitlerowskiej koalicji.
Od wiosny 1943 roku eksterminowana ludność wiejska Wołynia chroniła się w pobliskich miasteczkach i miastach. Latem i jesienią 1943 terror ukraiński osiągnął niespotykane rozmiary: płonęły całe wsie, a ludność polską, nie szczędząc kobiet, dzieci i starców, mordowano w bestialski sposób. Wśród Polaków wybuchła panika. Interwencje u władz niemieckich, które wyraźnie sprzyjały Ukraińcom, najczęściej nie odnosiły żadnego skutku. W tej rozpaczliwej sytuacji część Polaków skupiła się w wybranych wsiach, tworząc samoobrony i odpierała ataki. Nie wszystkie przyniosły ocalenie. Część samoobron została pokonana, a ludność tam skupiona wymordowana.
Uciekający do miast stanęli przed innym problemem - głodu. Miasta były przepełnione, a próby powrotu po pozostawioną żywność częstokroć kończyły się mordowaniem śmiałków. Do tego organizacje ukraińskie zakazywały sprzedawania jedzenia Polakom grożąc represjami, a nawet śmiercią. Pomimo to zdarzały się przypadki udzielania pomocy. Najczęściej w stosunku do krewnych lub powinowatych. Ostatnio w Polsce podnoszą się głosy, aby owych odważnych ludzi uhonorować. Niestety zbyt duże wpływy pogrobowców OUN-UPA na Ukrainie powodują, że inicjatywa taka budzi obawy samych zainteresowanych i ich rodzin.
Z tragicznej sytuacji, w jakiej znaleźli się Polacy, korzystali Niemcy. Teren był „oczyszczany" z niechcianej ludności, a zdesperowanych Polaków masowo wywożono do niewolniczej pracy do Niemiec. Okupanci podstawiali pociągi ewakuacyjne, najczęściej weglarki, wydając równocześnie oświadczenia, że nie odpowiadają za bezpieczeństwo osób, które pozostaną. Była to przysłowiowa „propozycja nie do odrzucenia". W Niemczech poddawano ich eksploatacji, głodowali i ginęli pod bombami alianckich nalotów. Informacje na ten temat docierały z Niemiec do RGO w Krakowie. Część transportów trafiała m.in. do budowy sieci podziemnych schronów na Dolnym Śląsku2\ Warto zwrócić uwagę, że sieroty z Kresów przekazane do sierocińców w Polsce centralnej, a nawet do prywatnych rodzin w Krakowie marły jeszcze kilka lat później od choroby sierocej, gruźlicy i innych dolegliwości, mimo starań nowych opiekunów.

Podobnie, dokumenty na ten temat znajdują się w Archiwum Miasta Krakowa. Gdyby nie zbrodnia ludobójstwa, dzieci te żyłyby, podobnie jak duża liczba przymusowych uchodźców, którzy, przywiezieni  niemieckimi transportami z Wołynia, a potem z Małopolski Wschodniej do Krakowa, przedwcześnie kończyli życie w schroniskach i byli chowani na krakowskich cmentarzach. To też banderowskie ofiary.
We Lwowie i Przemyślu zorganizowano dla uciekinierów obozy przejściowe, które bardziej przypominały obozy koncentracyjne niżobozy ratunkowe.
Ci, którzy chcieli uniknąć wywiezienia i nie mieli dokąd wracać, próbowali samodzielnie przekraczali granice GG, często jednak byli zawracani i ostrzeliwani przez ukraińską policję. Jednak rosnących mas sterroryzowanych przez OUN i UPA uchodźców w pewnym momencie nie dało się już powstrzymać. Pieszo i furmankami ruszyli na zachód, na Chełm, Lublin i Warszawę, rozpraszając się w centralnej Polsce i na południe, na Lwów i Przemyśl, a potem do Małopolski Za-
chodniej. Większość była w położeniu wręcz katastrofalnym. Pełno było rannych i chorych, półnagich i bosych, sierot i rodziców poszukujących zaginionych dzieci.

Chłopi polscy na Kresach najczęściej do ostatniej chwili trzymali się kurczowo swego dobytku i opuszczali go dopiero wtedy, gdy było już za późno na jakąkolwiek sensowną i zorganizowaną ewakuację. Najczęściej z pożogi nie udawało im się ocalić dosłownie nic. Zresztą nawet wtedy, gdy cokolwiek uratowali, musieli to porzucać, bo inaczej nie przeżyliby tak długiej drogi w terenie opanowanym przez zorganizowane bandy napastników. Dlatego uchodźcy byli kompletnymi nędzarzami. Bezpieczniej mogli poczuć się dopiero w większych miastach, a zwłaszcza w samym Lwowie, do którego kierowała się większość. Tam dopiero był czas na wytchnienie i ochłonięcie z przerażenia. Mogli liczyć na pomoc RGO i mieszkańców, którzy choć wielu przygarniali pod swój dach, nie byli w stanie ich karmić, leczyć, ani ubrać. Mimo wysiłków nie udało się zapobiec wielu nieszczęściom. Z opowieści uciekinierów wielu Polaków dowiedziało się po raz pierwszy o bestialstwie oprawców. Stereotyp nacjonalisty ukraińskiego - rizuna nabrał nowego wydźwięku. Dopiero lata programowej propagandy i przemilczania spowodowały, że zaczął on blednąc, pozwalając na manipulowanie prawdą historyczną.
Od początku roku 1944 mordy przeniosły się do trzech województw Małopolski Wschodniej: tarnopolskiego, stanisławowskiego i lwowskiego. Zrozpaczeni Polacy na próżno wyglądali jakiejkolwiek pomocy3-'. Wszelka obrona była bezcelowa, gdy nie tylko Ukraińcom, ale także dwóm pozostałym okupantom sytuacja taka była na rękę. Każdy z nich dążył do wyniszczenia ludności polskiej. Nie było więc dobrych rozwiązań. Samoobrony nie były wystarczająco silnie uzbrojone - o to zadbał okupant niemiecki. Tak charakteryzował to autor jednego z raportów opisujących sytuację w Małopolsce Wschodniej:
„Przewaga Ukraińców wobec żywiołu polskiego jest tak przygniatająca, że Polacy skutecznie bronić się nie mogą. Tylko tam, gdzie Polacy są w znacznej większości, organizowanie obrony może mieć widoki powodzenia, lecz i to nie zawsze, ponieważ w tych wypadkach Ukraińcy występują w znacznej sile, przy odpowiednim uzbrojeniu, którego Polakom brak [...] Ukraińcy są dobrze zorganizowani, mają na swoje usługi całą policję ukraińską. Dlatego wymienione wypadki skutecznej obrony (Jacowce, Kołtów, Łuka, Kozaki itp) należy raczej przypisać indywidualnej inicjatywie. Również zamiarów odwetowych ze strony polskiej nie można w tych warunkach traktować poważnie"4^. Rezultaty tak prowadzonej antypolskiej operacji ludobójczej okazały się przerażające. Dziesiątki, setki tysięcy zamieszkujących Wołyń, Małopolskę Wschodnią, a także część Polesia i Lubelszczyzny bądź zginęły, bądź znalazły się bez dachu nad głową i bez środków do życia. Sen o „Ukrainie czystej jak szklanka wody" spełniał się...
Społeczność kresowa czuła się rozgoryczona przemilczaniem przez władze Polskiego Państwa Podziemnego trwającego ludobójstwa. Dotyczy to także braku reakcji na ukrywanie się w Generalnym Gubernatorstwie Ukraińców winnych zbrodni5^.
Polskie władze podziemne popełniły w tej dziedzinie również inne błędy.

Oficjalne ogłoszenie przez PPP współpracy z sojusznikiem naszych sojuszników - Rosją Sowiecką było wydaniem wyroku na małopolskie samoobrony. Niemcy dali deklarującym współpracę nacjonalistom ukraińskim wolną rękę w tępieniu Polaków, mało tego, zaczęli dostarczać im broń6^. Oczywiście Polacy byli skrępowani w swych działaniach umowami koalicyjnymi, natomiast Ukraińcy bez skrupułów manewrowali pomiędzy dwoma okupantami, by wykonać swój jedyny cel: zlikwidowanie kresowych Polaków. Wobec trzech wrogów ludność polska okazała się bezradna. To zaś, że dla ocalenia  musiała sporadycznie oddawać się pod opiekę okupantów, jest zrozumiałe. Za skrajną hipokryzję i nieuczciwość należy uznać twierdzenie pogrobowców OUN-UPA, że była to „współpraca". Konieczność szukania ratunku u wrogów świadczy jedynie o tym, że Ukraińcy bestialstwem przebili wszystkich.
Zachowane dokumenty i relacje, z którymi zetknęła się Autorka, w sposób jednoznaczny wskazują na odpowiedzialność strony ukraińskiej za dokonaną akcję ludobójczą. Spory dotyczyć mogą jedynie proporcji, w jakich inspiracja rozkładała się na poszczególne nacjonalistyczne organizacje ukraińskie i Cerkiew greckokatolicką. Nie może być mowy o usprawiedliwianiu sprawców i kwalifikowaniu band OUN i UPA jako oddziałów partyzanckich czy wojskowych. Nie było też żadnego „konfliktu polsko-ukraińskiego". Żadna formacja wojskowa ani partyzancka nie może dopuszczać się ludobójstwa. Używanie takich określeń w odniesieniu do OUN i UPA jest niemoralne i nieuprawnione. Oznacza tylko jedno: lekceważenie ofiar w imię polityki. Ale ani Polska ani Ukraina nie osiągną pożytku z „heroizacji" ban-derowców. Faszyzm zawsze obraca się w końcu przeciwko własnym obywatelom, a ukraiński nacjonalizm jest jednym z najstraszniejszych i najokrutniejszych w dziejach ludzkości. Mając to na uwadze należy pamiętać o tysiącach (według Wiktora Poliszczuka 60 tysiącach) Ukraińców, którzy zginęli z ręki lub na rozkaz OUN-UPA.
Analizując zachowane dokumenty i relacje w żadnym wypadku nie wolno zgodzić się z twierdzeniem, że na Kresach doszło do „wybuchu masowej swawoli i nienawiści wobec Polaków". Niemniej taką wygodną tezę, bo znoszącą odium zbrodni z OUN-UPA na „czerń ukraińską" , prezentuje dzisiaj wielu ukraińskich historyków.

Tymczasem nacjonaliści z OUN i UPA mieli w tym czasie nie tylko absolutny „rząd dusz", wśród ukraińskiej młodzieży, ale stosowali wobec wszystkich pozostałych Ukraińców przymus fizyczny i terror. Kto nie chciał z nimi współpracować w dziele „oczyszczania" Ukrainy z „obeoplemieńców"albo krytykował metody owego „oczyszczania", ten stawał się wrogiem „Samostijnej" i ginął, często śmiercią męczeńską. Egzekutorami były oddziały siepaczy z osławionej „Służby Bezpeky" UPA.
Nie wolno pomijać kwestii formalnej odpowiedzialności władz okupacyjnych (niemieckich i sowieckich), które zobowiązane były do zapewnienia bezpieczeństwa na okupowanych przez siebie terenach, ale nie ma wątpliwości, że  inspiratorami i wykonawcami opisywanych masowych mordów byli Ukraińcy rodem z Małopolski Wschodniej i Wołynia.
Scenariuszowi zakładającemu nieuchronność ludobójczej akcji antypolskiej przeczą prawie wszystkie zachowane relacje polskich mieszkańców Wołynia i Małopolski Wschodniej. W ich świetle przeciętny Ukrainiec nie żywił do swych sąsiadów-Polaków nienawiści. Polacy nie nienawidzili Ukraińców - bo nie mieli za co. Zwalczali jedynie, chociaż niekonsekwentnie, członków organizacji komunistycznych i nacjonalistyczno-terrorystycznych z UWO i OUN na czele, jako zagrażających integralności państwa i bezpieczeństwu obywateli. Istotne znaczenie miała tu współpraca komunistów i nacjonalistów z wrogami Polski - Rosjanami i Niemcami.   Państwo polskie miało do tego pełne prawo. Współżycie z resztą ludności było w większości powiatów poprawne. Sąsiedzi pomagali sobie nawzajem, zapraszali się na uroczystości rodzinne, święta religijne, częste były mieszane małżeństwa. Oczywiście zdarzały się odstępstwa od tych zachowań, ale głębię skrywanej zawiści, urazów i chęci rewanżu ujawnił dopiero upadek Polski.

Ale nawet wtedy, gdyby nie katalizator w postaci zbrodniczej agitacji sfanatyzowanych przywódców OUN, UPA i dużej części greckokatolickiego kleru, nie doszłoby do tragedii o takich
rozmiarach.
Akcja ludobójcza zrealizowana przez OUN-UPA z pomocą lokalnego chłopstwa, jako działanie polityczne, została zaplanowana z zimną krwią, a zrealizowana z konsekwencją i okrucieństwem. Chodziło o to, by w chwili zakończenia wojny nie było już Polaków na Kresach. Wtedy nie trzeba by było przeprowadzać żadnego plebiscytu, dzielenia ziemi jak po 1 wojnie światowej. Zwycięzca brałby wszystko.
Wiktor Poliszczuk w swych pracach zwraca uwagę, że jeżeliby OUN Bandery chciała wykorzystać konflikt niemiecko-rosyjski do zbudowania państwa ukraińskiego, to w roku 1944, gdy przegrana Niemiec była już tylko kwestią czasu, a nadzieja na choćby namiastkę samodzielności państwowej upadła, masowe mordowanie ludności polskiej traciło jakikolwiek sens polityczny. Nieprzerwanie tej operacji w przededniu wkroczenia Armii Czerwonej i kontynuowanie jej pod sowiecką okupacją  ujawniło, o co naprawdę chodziło bandom OUN-UPA. Celem było fizyczne unicestwienie Polaków.  Zrealizowanie tej operacji, podjętej z najniższych, grabieżczych pobudek pod przykrywką wzniosłych haseł dążenia do niepodległego państwa wyczerpuje wszystkie znamiona zbrodni nieprzedawnialnej, zrealizowanej w oparciu o ideologię faszystowską.
Wszystkich polskich ofiar nacjonalistów ukraińskich w latach 1939-1947 nie sposób dziś policzyć, co jest niezwykle wygodne dla chcących ukryć prawdę.

Szacując je na 150-200 tysięcy osób nie popełnimy błędu. Wielu oprawców, w tym esesmanów z SS-Galizien, żyło i żyje wygodnie na Zachodzie. Czasem „papiery" pomordowanych Polaków służyły mordercom, mówiącym przecież po polsku, do urządzenia sobie życia, wyłudzania świadczeń w Polsce, w Zachodniej Europie, USA, Kanadzie. Dla większości z nich właśnie znienawidzone polskie obywatelstwo stało się przepustką do wolności i bezkarności.
Według ustaleń badaczy bezpośrednio odpowiedzialne za zbrodnie popełnione na Polakach były następujące osoby z kierownictwa OUN-UPA:
- Mykoła Łebed ps. „Ruban" - główny autor i realizator idei ludobójczej przed wojną, terrorysta z UWO i OUN odpowiedzialny za najpoważniejsze zamachy w międzywojennej Polsce;
- Roman Szuchewycz ps. „Taras Czuprynka" - przywódca UPA, będący równocześnie na żołdzie hitlerowców, współodpowiedzialny za mord profesorów lwowskich, autor przechwyconego przez Armię Krajową rozkazu o konieczności przyśpieszenia likwidacji ludności polskiej w związku ze zbliżaniem się Armii Czerwonej. Przed wojną, podobnie jak Łebed, odpowiedzialny za zamachy terrorystyczne członek UWO i OUN;
- Rostisław Wołoszyn ps. „Horbenka" - zastępca Szuchewycza, szef Służby Bezpieczeństwa (SB) UPA, przed wojną związany z terrorystyczną UWO-OUN;
- Dymytr Hrycaj ps. „Perebinis" - szef sztabu głównego UPA, przed wojną związany z terrorystyczną UWO i OUN;
- Wasyl Sidor ps. „Szełest" - jeden z twórców UPA.

Bezpośrednimi organizatorami i kierownikowi ludobójstwa na Wołyniu byli:
- Roman Kłaczkiwśkyj ps. „Kłym Sawur"7^ - razem z Wasylem
Sidorem ps. „Szełest" scalił bandy na Polesiu, tworząc z nich pierwszy oddział UPA, który przystąpił od razu do mordowania ludności polskiej. W 1943 roku został dowódcą okręgu UPA-Północ, obejmującego swym zasięgiem cały Wołyń;
- Leonid Stupnićkyj ps. „Honczarenko" - był szefem sztabu UPA-Północ;
- Mykoła Omelusik - naczelnik oddziału operacyjnego planującego akcje eksterminacyjne.
Dowódcą pierwszego zgrupowania eksterminującego powiaty: Sarny, Kostopol i Pińsk był Iwan Łytwynczuk ps.„Dubowyj" - jeden z najokrutniej szych morderców Polaków.
Zgrupowaniem drugim, prowadzącym antypolską akcję w powiatach: Łuck, Horochów, Włodzimierz, Kowel oraz części Polesia, dowodził Jurij Stelmaszczuk ps. „Rudyj".

Zgrupowanie to robiło też wypady za Bug, gdzie dopuszczało się także morderstw na ludności polskiej i podpaleń.
Zgrupowaniem trzecim, południowym, obejmującym swym zasięgiem powiaty: Równe, Zdołbunów, Dubno, Ostróg dowodził lekarz Petro Olijnyk ps. „Enej". Przed wojną członek terrorystycznej OUN.
Odpowiedzialni za zbrodnie ludobójstwa, wszyscy oni są obecnie uznawani za ojców rainy i bohaterów. Otacza się kultem nawet takich zbrodniarzy wojennych jak man Szuchewycz i Roman Kłaczkiwśkyj. Architektowi zbrodni Stepanowi Banderze uduje się panteony.
Pomnika we Lwowie doczekała się nawet Dywizja SS-Galizen, której członkowie wymordowali setki mieszkańców Huty Pieniackiej, Podkamienia, Palikrowy. Jest to chyba jedyny pomnik essesmanów  Europie.
Należy podkreślić, że wielu ukraińskich mieszańców II RP w mordach nie uczestniczyło i nawet pod presją nie chciało mordować swych sąsiadów lub krewnych. Ryzykując życie ostrzegali lub ukrywali Polaków. Wielu autorów relacji właśnie im zawdzięcza ocalenie.
Historycy zdają się nie zauważać, jak istotny wpływ na przebieg późniejszych negocjacji repatriacyjnych i dyktat Stalina miało to ludobójstwo i wypędzenie Polaków. Jak można mówić o „wolnym wyborze", skoro do połowy 1944 roku ludność polską zamieszkującą wsie zmuszono do opuszczenia ziemi ojczystej. Inaczej odnosi się do kwestii wyjazdu człowiek, którego rodzinę zdziesiątkowali, a gospodarstwo spalili Ukraińcy. On się poddaje, bo nie ma już do czego wracać! Zresztą, jak żyć obok sąsiadów, dawnych przyjaciół, którzy okazali się mordercami?
Do dzisiaj pokrzywdzeni nie doczekali się żadnego zadośćuczynienia za swoje zniszczone życie i mienie. Ale przecież nie polskie władze, ale rząd kraju, który oprawców uznaje oficjalnie za „bohaterów Ukrainy", winien krzywdy te uznać.
Dlaczego tak mało Polaków wie o tej zbrodni? Wszak bezmiar sadystycznego okrucieństwa, które przekroczyło wszelkie znane przeszłości doświadczenia, każe postawić kresową zagładę Polaków na równi z najokrutniejszymi przykładami ludobójczego barbarzyństwa w dziejach świata. Jednak na próżno szukać wiedzy o tej tragedii w podręcznikach i encyklopediach. Trudno pojąć, dlaczego Polacy nie okazują tu elementarnej solidarności ze swymi pokrzywdzonymi rodakami. Skazując na zapomnienie dramat polskiej ludności kresowej nie tylko odcinamy te doświadczenia od zbiorowej wiedzy historycznej ludzkości, nie tylko dajemy oprawcom przyzwolenie do wejścia na pomniki chwały, ale godzimy się na powtórzenie zrealizowanego z powodzeniem scenariusza!
Serdecznie dziękuję zarówno Autorom relacji i wspomnień jak i Paniom, które pomogły je zebrać, docierając do ostatnich żyjących poszkodowanych - naocznych świadków. Są to Panie:
Monika Śladewska, Wołynianka, autorka wspomnieniowej książki pt. „Z Kresów Wschodnich na Zachód" i wielu artykułów na tematy zbrodni kresowych, ofiarna działaczka Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Ukraińskich Nacjonalistów z Wrocławia
oraz
Teresa Radziszewska, świadek i ofiara ludobójczej akcji OUN-UPA na Wołyniu, autorka reportaży i tekstów o rzezi wołyńskiej, aktywna działaczka Stowarzyszenia Upamiętnienia Polaków Pomordowanych na Wołyniu mającego siedzibę w Zamościu.

Lucyna Kulińska


 

1) Opracowanie Stanisława Nowotyńskiego z roku 1944 pt. Dość eksperymentów z krwią polską, s. 11 (maszynopis) [w zbiorach autorki].

2) Wiele takich przypadków opisano w dokumentach Rady Głównej Opiekuńczej zachowanych w Archiwum Zakładu im. Ossolińskich we Wrocławiu w dziale rękopisów, których część ukazała się w opracowaniu Lucyny Kulińskiej i Adama Rolińskiego pt. Antypolska akcja nacjonalistów ukraińskich w Małopolsce Wschodniej w świetle dokumentów Rady Głównej Opiekuńczej, Kraków 2003.

3) L. Kulińska, Dzieje Komitetu Ziem Wschodnich na tle losów ludności polskich Kresów w latach 1943 - 1947, t. 2, s. 537: „Wielu ludzi, zwłaszcza spośród uchodźców, przychodzi często z pytaniami, czy Londyn jest należycie informowany o tym, co się tu dzieje. Sądzą oni, że teraz, kiedy Amerykanie mają bazy w Rosji, nie byłoby trudno polskim lotnikom nadlecieć nad tereny najbardziej zagrożone i przez zbombardowanie wsi ukraińskich, z których Polacy zostali wypędzeni, zahamować akcję antypolską. Byłby to widoczny dowód dla masy ukraińskiej, że zbrodnicze wystąpienia nie pozostają bezkarne". Meldunek dekadowy 3 VII 1944.

4) Wiadomości z Tarnopolszczyzny nadesłane 5 lutego 1944 |w:] L. Kulińska, Dzieje Komitetu Ziem Wschodnich..., t. 2, s. 731-732.

5) Patrz: fragment Meldunku dekadowego z 16 V 1944 [w:] L. Kulińska, Dzieje Komitetu Ziem Wschodnich..., t, 2, s. 483: „Opinia tutejsza oczekuje od zachodu jak najostrzejszego bojkotu zbiegłych tam Ukraińców. Okolice Krynicy, Nowego Sącza, Gorlic, Jasła są nimi przepełnione. W Krakowie znajduje się ich centrala. Niestety nie nadchodzą żadne wiadomości tego rodzaju, co jest boleśnie odczuwane jako brak solidarności".

6) Meldunek tygodniowy z 15.IV. 1944 [w:] L. Kulińska, „Dzieje Komitetu Ziem Wschodnich'^. l,s. 228.

7) Roman Kłaczkiwśkyj ps. „Kłym Sawur -studiowałprawo na uniwersytecie we Lwowie, odbył służbę w Wojsku Polskim, członek OUN.

Aktualnie online
Gości online: 1

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 25
Najnowszy użytkownik: JerryPam
STOWARZYSZENIE
CELE STOWARZYSZENIA
ZAŁOZYCIELE
ZARZĄD
STATUT
DOKUMENTY
SPRAWOZDANIA
UROCZYSTOŚĆ 11-07-2009
WYBRANY PROJEKT POMNIKA
HONOROWY PATRONAT
ODSŁONIĘCIE POMNIKA
FOTOREPORTAŻ -17.09.2011
FUNDATORZY
KRONIKA STOWARZYSZENIA
70.ROCZNICA RZEZI WOŁYŃSK.
W PAROŚLI I SARNACH
POGRZEB PO 70 LATACH
ZŁOTY MEDAL DLA PREZESA
I MARSZ PAMIĘCI SYBIRAKÓW
DYPLOM DLA ST.SENKOWSKIEGO
72.ROCZNICA RZEZI WOŁYŃSKIEJ
DĘBY PAMIĘCI
73.ROCZNICA RZEZI WOŁYŃSKIEJ
Lokalizacja pomnika
LOKALIZACJA

Pomnik zostanie wzniesiony u zbiegu Al. Piłsudskiego i ul. Wołyńskiej.
Lokalizacja pomnika>>

PUBLIKACJE-WSPOMNIENIA
Dzieci Kresów III

Dzieci Kresów to zbiór wspomnień osób które jako dzieci lub b. młodzi ludzie przeżyli gehennę ukraińskiego ludobójstwa. Publikacja Lucyny Kulińskiej godna polecenia.
O AUTORCE >>
SŁOWO WSTĘPNE >>
JEDNO WSPOMNIENIE >>
WSPOMNIENIA p. Kozioł >>
POSŁOWIE>>

--------------------------------
EWA SIEMASZKO
ZAGŁADA KOROŚCIATYNA
WIGILIA 1944 -J. Białowąs
KRZYŻE Z PRZEBRAŻA
POGRZEB PO..-J.Białowąs
BÓG WTEDY PATRZYŁ..
ZA CO ZGINĘLI UKRAIŃCY
GDY PŁONĄŁ WOŁYŃ
KiA SIDOROWICZOWIE
CZESŁAWA ROCH
ŚLADAMI LUDOBÓJSTWA..
PAMIĘĆ I NADZIEJA
Jastrzębski-LUDOBÓJSTWO
REGINA OWCZARCZAK
MOJE ZASMYKI-wiersze
POLECANE LINKIi
VIDEO
ks.ISAKOWICZ-ROZMOWA
WSPOMNIENIA-S.Kicińska
WSPOMNIENIA-Podskarbi
NA PODOLU PŁACZE...
WOŁYŃ 1943-Lech Makowiecki

WYWIADY I OPINIE
ROZMOWA z ks. Isakowiczem
ks. Isakowicz-CHODZI MI TYLKO...
Prof. Wieczorkiewicz o OUN-UPA
SEJM ZDECYDOWAŁ...
Ks.Isakowicz-POLITYKA ZAKŁA..

LIST OTWARTY do D.Tuska
Ostatnie artykuły
Odbyły się obchody...
Dęby Pamięci
Dyplom od Światoweg...
72.Rocznica "Krwawej...
I Marsz Pamięci Syb...
Ostatnio na forum
Najnowsze tematy
Brak tematów na forum
Najciekawsze tematy
Brak tematów na forum
POLECANE STRONY

 
<27 Dywizja Wołyńska AK

---------------------------------


Fundacja Centrum Dokumentacji
Czynu Niepodległościowego

--------------------------------

Fundacja Polskiego Państwa
Podziemnego

---------------------------------

Kresowy Serwis Informacyjny
-----------------------------------

Serwis Informacyjny
o Kresach Wschodnich

------------------------------------

Serwis Informacyjny
Towarzystwa Miłośników
Wołynia i Polesia w Chełme

Copyright © 2009 - Stowarzyszenie "Pamięć i Nadzieja" w Chełmie, 22-100 Chełm Pl. Niepodległości 1, p.77 Telefon - biuro: 608 073 511,
e-mail: stowarzyszenie.pin@op.plAdministrator - Tadeusz Halicki: thalicki@poczta.onet.pl
Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2017 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
Wygenerowano w sekund: 0.53